W weekend, buszując po platformie SkyShowtime natrafiłem na odcinek South Parku o chwytliwej nazwie „Koniec otyłości”.
Miniaturka Cartmana z tak popularnym w dzisiejszych czasach wstrzykiwaczem zainspirowała mnie do obejrzenia tego odcinka.
I wiecie co?
Można dyskutować nad formą przekazu serwowanego przed producentów South Parku, ale trafili oni w sedno sprawy, dotykając tak newralgicznego tematu jakim jest dziś otyłość i sposoby na jej niwelowanie.
W tym odcinku zostały poruszone trzy bardzo ważne kwestie, a pierwszą z nich jest:
PODEJŚCIE DO ODCHUDZANIA
Odcinek zaczyna się od scenki kiedy Cartman razem z mamą odwiedza lekarza i dowiaduje się że musi schudnąć.
Erik będąc przerażony tą informacją, dowiaduje się od lekarza że od niedawna jest dostępny „łatwy” sposób na pozbycie się nadmiaru kilogramów, a mianowicie chodzi o terapię semaglutydem (który w Polsce również jest bardzo popularny).
Wniebowzięty Cartman robi wszystko, aby pozyskać finansowanie na popularny lek, a tymczasem wielu mieszkańców South Parku korzysta już z terapii semaglutydem, chwaląc się swoim płaskim brzuchem na ulicach.
Będąc pytanym, co robią że tak fantastycznie chudną, oczywiście ukrywają prawdę o kuracji i mówią że albo korzystają z zajęć pilatesu, biegają, ćwiczą na siłowni, albo „są na diecie”.
Żadna z postaci otwarcie nie przyznaje się do stosowania wstrzykiwaczy (wiedzą o tym tylko osoby, które same są na tej terapii).
Przez przypadek do osób wtajemniczonych w ćpanie semaglutydu ( tak to określają postacie kreskówki) dołącza Randy Marsch, ojciec Stana, który również zaczyna korzystać ze wstrzykiwaczy, będąc przekonanym że to jakiś nowy narkotyk.
Skutkuje to tym że Randy przestaje mieć w ogóle ochotę na jedzenie swoich ulubionych potraw.
To może teraz wyjaśnijmy czym jest semaglutyd:
Jest to zsyntezowana forma hormonu GLP-1, który jest wytwarzany w jelicie cienkim. Jego podwyższona obecność w organizmie uwidacznia się nagłym spadkiem ochoty na spożywanie pokarmu, poprzez spowolnienie trawienia i opuszczania treści pokarmowej z żołądka, czyli krótko mówiąc dzięki temu hormonowi jesteśmy NAJEDZENI.
Kolejną ważną kwestią jest fakt że GLP-1 ma znaczny wpływ na pracę trzustki, co skutkuje obniżaniem poziomu insuliny we krwi, a to właśnie wysoki poziom insuliny sprzyja zarówno podjadaniu jak i później przybieraniu na wadze.
To dlatego lek ten początkowo był skierowany tylko do osób z cukrzycą, ale jego „efekty uboczne” spowodowały że świetnie się sprawdza w redukcji masy ciała, co pomogło rozpopularyzować jego istnienie wśród osób chcących zrzucić kilogramy.
Wracając do odcinka…
Cartman w momencie otrzymania pierwszej dawki semaglutydu postanawia sprawdzić jej działanie za pomocą „Oppenheimerowej bomby”, która składa się z połączenia kubełka z KFC, płatków śniadaniowych i mleka.
Kiedy zaczyna pałaszować przygotowany posiłek, dochodzi do wniosku że nie może zjeść dwóch ostatnich kawałków kurczaka ( a zawsze zjada wszystko ), więc lek musi działać, a Cartman oczywiście chudnie.
Kiedy Cartman korzysta z kuracji wstrzykiwaczami udaje mu się pozbywać zbędnych kilogramów, natomiast czar pryska w momencie kiedy kończy się dostępność leku, Cartman wraca do dawnej wagi, czyli spotyka go złą sławą owiany EFEKT JOJO.
CIAŁOPOZYTYWNOŚĆ
Drugą kwestią, która została poruszona przez producentów South Parku to ciałopozytywność, tzw. BODY POSITIWE.
Z racji tego że wśród mieszkańców miasteczka stosujących semaglutyd panował samozachwyt i narcyzm, wykorzystywali oni każdą okazję do chwalenia się swoimi płaskimi brzuchami przed innymi mieszkańcami South Parku, co nakręcało spiralę chęci bycia szczupłym wśród społeczeństwa.
Niestety, nie każdego mieszkańca miasteczka było stać na zakup wstrzykiwaczy ponieważ lek był dosyć drogi, więc znaleziono inny sposób na uporanie się z kompleksem.
Tym sposobem właśnie miała być ciałopozytywność, czyli po prostu polubienie siebie takim jakim się jest.
W tym celu mieszkańcy South Parku zaczęli stosować preparat Lizzo ( nazwany imieniem amerykańskiej raperki borykającej się z otyłością, a jednocześnie promującą body positive ).
Zażycie Lizzo powodowało nagły wzrost akceptacji samego siebie oraz braku wyrzutów sumienia wynikających ze swojego wyglądu oraz jedzenia niezdrowych, wysokokalorycznych posiłków u mieszkańców miasteczka.
Ale… miało też to swoje konsekwencje.
Efektem ubocznym stosowania Lizzo przez mieszkańców South Park było wypróżnianie się przez… uszy.
Fakt faktem, tym sposobem, postacie, które nie mogły korzystać ze wstrzykiwaczy, nie musiały się odchudzać innymi metodami, mogły po prostu przejść do porządku dziennego z taką wagą jaką miały, ale jednocześnie nie tolerowały w towarzystwie osób odchudzających się semaglutydem.
WPŁYW KONCERNÓW I KORPORACJI
To o czym nie zapomnieli wspomnieć producenci kreskówki to fakt manipulacji koncernów żywieniowych, medycznych i ubezpieczeniowych.
Wiele postaci, które były zdeterminowane walczyć o refundację na semaglutyd dostawało istnego świra biegając od placówki do placówki, po czym w końcu zaprzestawali walczyć o swoje, gubiąc się w ilości przepisów i ustaw, które musieli ogarniać, aby taką refundację otrzymać.
Z kolei koncerny żywieniowe, widząc jawny spadek sprzedaży płatków śniadaniowych spowodowany brakiem apetytu wśród społeczeństwa stosujących wstrzykiwacze postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zaatakować fabrykę semaglutydu niszcząc ją i zabijając wszystkich naukowców, którzy w niej pracowali.
WNIOSKI
Pomimo że przekaz był typowy dla producentów South Parku, moim zdaniem wysnuli oni bardzo sensowny morał tej historii.
Po pierwsze….
Każda z postaci South Parku doskonale wiedziała co trzeba zrobić, aby skutecznie schudnąć. Każda z nich mówiła że ćwiczy, rusza się lub odpowiednio się odżywia, jednocześnie ukrywając suplementację semaglutydem, a jednocześnie nie przestrzegała zasad odpowiedniej higieny życia. Sam Cartman swoją postawą pokazał że nie zmieni swoich nawyków żywieniowych i był na początku przerażony że nie będzie mógł każdego dnia opędzlować swojego ulubionego „kaefsiaka”.
Mimo stosowania semaglutydu dalej jadł „Oppenheimerowe bomby” z tym że nie mógł zjeść tyle jedzenia ile wcześniej, co skutkowało tym że według założeń był na deficycie kalorycznym.
W efekcie po odstawieniu leku, brak zmian w nawykach żywieniowych spowodowało pojawienie się EFEKTU JOJO.
Po drugie…
Ciałopozytywność jest spoko, dopóki dotyczy wyglądu naszego ciała, kiedy nie mamy na to wpływu, a przede wszystkim kiedy nie zaprzecza ona naukom medycznym czy fizjologii.
Może to dotyczyć zmarszczek, przerzedzających się włosów lub innych naturalnych zmian naszego ciała, które nam wizualnie nie pasują, ale są częścią zmian starzenia się organizmu lub innych, niezależnych od nas przyczyn.
Natomiast otyłość to choroba i widnieje na liście Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-10) pod numerem E66.
Rozpowszechnianie informacji że otyłość nie ma żadnych negatywnych konsekwencji i zamiast wdrożenia odpowiednich działań do jej zniwelowania można po prostu się „pokochać” nie jest dobrym pomysłem.
Według badań naukowych otyłość może prowadzić do ponad 200 innych chorób, od nadciśnienia zaczynając, a na nowotworach kończąc.
Po trzecie…
Żyjemy w erze dobrobytu i dostatku, a ten dobrobyt jawnie nam szkodzi.
Sklepy wypchane kolorowymi artykułami spożywczymi kuszą nas każdego dnia na zakup coraz to nowszej formy żywności wysokoprzetworzonej.
A to nowy smak chipsów, a to nowy smak ciasteczek, aż w końcu firma robiąca chrupki wypuszcza swój własny makaron instant, który ostatnio chciała kupić moja córka…
Brak świadomości tego co wkładamy do ust powoduje że dzisiejsze społeczeństwo jest pierwszym społeczeństwem od ponad 200 lat, które będzie żyć krócej od swoich rodziców.
Postęp technologii, rozwój medycyny i wymyślanie coraz to nowszych leków jak się okazuje nie pomaga. Prowadzimy się gorzej, starzejemy się szybciej, umieramy młodziej.
PRZYKRE
Odcinek South Parku pokazuje jak bardzo widoczny jest problem otyłości w Stanach Zjednoczonych – producenci tej kreskówki zawsze starają się być z tematem na TOPie.
Podobnie sytuacja wygląda po drugiej stronie oceanu – u nas.
Szukamy coraz to nowszych, szybszych, lepszych sposobów na osiąganie swoich celów – w tematyce odchudzania również to widać.
Koncerny wychodzą nam naprzeciw produkując rzeczy, które spełnią nasze oczekiwania i zadowolą klienta.
I wiecie co?
Wiele osób ponownie sparzy się na tej praktyce. Jedną, jedyną skuteczną metodą odchudzania jest zmiana swoich nawyków żywieniowych i poprawa higieny życia.
Pamiętaj, to że ktoś ma nadwagę lub otyłość jest SKUTKIEM, tego co dzieje się w organizmie od środka.
Przyczyną są nasze codzienne nawyki i zachowania, które dzień w dzień powtarzamy.
O ile osoby z zaburzeniami metabolicznymi takimi jak insuliooporność lub leptynooporność mają utrudnioną sprawę w walce ze zbędnymi kilogramami, wiele osób stosujących wstrzykiwacze takiego problemu nie ma.
Jeżeli faktycznie zabrnąłeś tak daleko że nie potrafisz opanować rozchwiania metabolicznego to kuracja wstrzykiwaczem może w tym wypadku być pomocna, ale nie licz że to rozwiąże Twój problem.
Pamiętaj że do prawidłowego funkcjonowania nasz organizm potrzebuje dostarczania każdego dnia składników odżywczych, które to prawidłowe funkcjonowanie zapewniają.
Sam CYNK bierze udział w ponad 300 procesach metabolicznych naszego organizmu. W celach redukcji tkanki tłuszczowej, każdego dnia powinieneś spożywać odpowiednią ilość białka, które ma służyć zabezpieczeniu tkanki mięśniowej przed rozpadem a zarazem ma posłużyć na codzienną wymianę komórek w Twoim organizmie.
Jedząc dwie kanapki dziennie schudniesz, ale na pewno stracisz przy tym sporo mięśni oraz długotrwały efekt tej diety będzie taki że stracisz swoje zdrowie.
Długotrwałe wyjałowienie organizmu z wartości odżywczych może spowodować trwałe wyniszczenie naszych narządów, co będzie skutkować utratą zdrowia NA ZAWSZE.
Wtedy i tak trafisz do mnie lub do innego dietetyka z powodem przeprowadzenia kolejnej redukcji, ale wtedy będziemy już tylko minimalizować straty, a nie dążyć do pełni potencjału Twojego organizmu.
TWÓJ WYBÓR!





